close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • AKTUALNOŚCI

  • 10 kwietnia 2013

    Jak ważna jest nasza wrażliwość na ludzkie losy i nasza pamięć pokazuje historia grobu węgierskich honwedów w Murckach.

    Historia i Polaków,  i Węgrów niestety bogata jest w trudne, tragiczne historie. Może to również tak emocjonalnie łączy nasze narody. Jak ważne jest, niezależnie od wszelkich uwarunkowań, wyjaśnianie nawet najtragiczniejszej historii, jak ważna jest nasza wrażliwość na ludzkie losy i nasza pamięć pokazuje historia grobu węgierskich honwedów w Murckach (dzisiaj dzielnica Katowic). (tekst i zdjęcia za „Gościem Niedzielnym”)

     

     

    Zamordowani Węgrzy upamiętnieni

    Przemysław Kucharczak                                                          

    dodane 2013-04-04  19:51

    Leżą we wspólnym grobie w lesie murckowskim. Poświęcono tablicę z nazwiskami 15 spośród nich.

     Przemysław Kucharczak/GN

    Dr Imre Molnar z ambasady węgierskiej 4 kwietnia przed nową tablicą w lesie murckowskim. Na monumencie widnieją nazwiska zamordowanych w tym miejscu Węgrów

    To chyba najlepszy współczesny dowód na trwanie przyjaźni polsko-węgierskiej: mieszkańcy Murcek (dzisiaj to dzielnica Katowic) od 1945 roku opiekują się wojenną 29 mogiłą żołnierzy węgierskich. Węgrzy służyli tu w obronie przeciwlotniczej, bo ich państwo było w czasie wojny sprzymierzone z Niemcami. Byli serdeczni wobec Polaków, a mieszkańcy Murcek traktowali ich jak własnych synów. Kiedy w 1945 roku nadeszli Sowieci, Węgrzy z nimi nie walczyli, tylko od razu się poddali. Zwykle poddający się żołnierze, jeśli przeżyją krytyczne pierwsze minuty po kapitulacji, żyją nadal. Niestety, w przypadku tych Węgrów stało się inaczej. Sowieci i tak ich rozstrzelali, dopiero następnego dnia po poddaniu się. Przedtem okradli węgierskich chłopaków z zegarków i butów, a swoje ofiary gnali na rozstrzelanie boso po głębokim śniegu.

    W czasie poświęcenia tablicy przemawiali wyraźnie wzruszeni goście z Węgier. - Dziękujemy! Zachowaliście pamięć o naszych 29 rodakach nawet w czasach, kiedy u nas było to niemożliwe – mówił Lajos Horvath, przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej Węgier. Wyznał, że on sam, podobnie jak inni Węgrzy, został wychowany w atmosferze przyjaźni wobec Polaków. – To jest postanowienie i nakaz w sercu każdego Węgra: serdecznie odnosić się do Polaków – powiedział.

    15 nazwisk spoczywających tu ludzi ustalił katowicki IPN, a Urząd Miasta Katowice umieścił je na nowej, wielkiej tablicy, która stanęła na leśnej mogile. Poświęcono ją 4 kwietnia 2013 roku.

    – Dziękujemy braciom Polakom! – mówił po polsku nad tym grobem w lesie dr Imre Molnar z węgierskiej ambasady w Warszawie. – Pochodzę z węgierskich kresów, z terenów dzisiejszej Słowacji. Mam tam przyjaciela Lajosa Grendela. Właśnie takie imię i nazwisko nosił też jeden z żołnierzy zabitych w Murckach. Okazało się, że to bliski krewny, o ile pamiętam, dziadek mojego przyjaciela. Kiedy zadzwoniłem do niego ze słowami: „Lajos, znalazł się grób twojego dziadka”, był ogromnie wzruszony. On nawet dostał imię na jego cześć. Jest pisarzem i poświęcił mu jedno ze swoich opowiadań, pisał o nim jako o członku rodziny, który w rodzinie jest i jednocześnie nie jest. A to dlatego, że nie wrócił z wojny, ale nie dotarło też zawiadomienie o jego śmierci – powiedział nam Imre Molnar.

    Poznaj historię Węgrów z Murcek w tekście: Żołnierska mogiła nie ma narodowości

     

    zobacz galerię

    Węgrzy upamiętnieni w lesie murckowskim

    Od 1945 roku 29 Węgrów leżało w lesie murckowskim. Zamordowali ich Sowieci. Ich wspólnym grobem przez wszystkie te lata opiekowali się mieszkańcy Murcek. Teraz IPN ustalił 15 nazwisk spoczywających tu ludzi, a katowicki Urząd Miasta umieścił je na nowej, wielkiej tablicy, która stanęła na leśnej mogile. Poświęcono ją 4 kwietnia 2013 roku.

    Zdjęcia: Przemysław Kucharczak/GN

               

               

               

         

    1.

     2.

    3.

    4.

    5.

    6.

    7.

    8.

    9.

    10.

    11.

    12.              

    13.

    14.

    15.

    16.

    17.

    18.

    19.

    20.

    21.

    22.

    23.

    24.

    25.

    Żołnierska mogiła nie ma narodowości

    Przemysław Kucharczak                            dodane 2013-02-07 00:00

     

    Gość Katowicki 06/2013 |

    Węgrzy na Śląsku. Na festyn przyjechała orkiestra z Węgier. – Pokazać wam grób waszych rodaków, którym się opiekujemy? – zaproponowali mieszkańcy Murcek. Zaskoczeni Węgrzy stanęli nad zadbaną, samotną mogiłą w lesie. Jeden z nich, parlamentarzysta Ferenc Schmidt, rozpłakał się.

        Przemysław Kucharczak Jerzy Chmieliński, Jan Broda i Eugeniusz Winkler należą do grona opiekunów grobu Węgrów w lesie pod Murckami

    Tak zaczęła się niezwykła, nowa odsłona przyjaźni polsko-węgierskiej. Wyrosła z wojennej mogiły Węgrów w Katowicach-Murckach. Są ludzie, którzy pamiętają tych 29 młodych Węgrów. – To były młode synki. Pamiyntom, jak przez Murcki szli, jo mioł 10 lot. Byli w węgierskich mundurach – wspomina Jerzy Chmieliński.

    Flakorze

    Skąd wzięli się Węgrzy w czasie wojny w śląskiej wiosce, która dziś wchodzi w skład Katowic? Obsługiwali baterie dział przeciwlotniczych. Musieli pomagać Niemcom, bo ich ojczyzna była sprzymierzona z III Rzeszą. Mimo tego sojuszu, Węgrzy zawsze ostentacyjnie okazywali przyjaźń Polakom. Baterie dział przeciwlotniczych w Murckach stały nieopodal dzisiejszej stacji benzynowej Lotos. W niebo mierzyło tu 12 wielkich armat kaliber 125 mm, 2 działka czterolufowe i 2 potężne reflektory. Był też radar. Węgrzy oraz współpracujący z nimi przy obsłudze Niemcy i Tatarzy Krymscy należeli do 58. Dywizjonu „Heimatflak” i podlegali rozkazom 107. pułku niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. „Myśmy na nich mówili: »Flakorze«” – napisał w zeznaniu dla IPN nieżyjący już Paweł Pyrskała z Murcek („flak” to przeciwlotniczy). Rodziny z Murcek zapraszały Węgrów do domów na obiady. – Łazili ci chłopcy po wsi, byli sympatyczni, więc zaprzyjaźnili się z mieszkańcami. Kiedy zbliżał się front, ludzie stąd niepokoili się o nich. Ślązacy też przecież mieli wtedy synów w wojsku. To była wspólnota w niedoli – mówi Michał Luty, wiceprezydent Katowic.

    Stoooj!

    W styczniu 1945 r. Sowieci ruszyli z kolejną ofensywą na Zachód. Niemiecki front kruszył się i ustępował. A wieczorem w sobotę 27 stycznia także do Murcek, z lasu od strony Wesołej, wjechały z chrzęstem gąsienic trzy sowieckie czołgi. Za tankami biegła sowiecka piechota. „Gdy personel jednostki przeciwlotniczej zauważył czołgi, pozostawiając wszystko, uciekał w popłochu, odpalając wprzód ładunek wybuchowy założony na zamkach i urządzeniach radarowych. Uciekali Niemcy, uciekali Tatarzy Krymscy, (...) pozostali Węgrzy, czekając na wyzwolenie, ale spotkało ich najgorsze” – opisał ten wieczór Paweł Pyrskała. Dlaczego Węgrzy nie uciekli? – Mieli dość tej wojny – uważa Jan Broda, prezes murckowskiego koła Związku Górnośląskiego. Uciec chciał tylko kapelan Węgrów. Pewnie czuł, że Sowieci źle potraktują katolickiego księdza. Prawdopodobnie schował się w jakiejś piwnicy, a po zmroku próbował wymknąć się ze wsi. Widział to mały Norbert Winkler. – Jo siedzioł na parapecie okna w domu przy ul. Wolności. Naroz słyszymy larmo: „Stoooj! Stoooj!”. Patrzymy, leci ksiądz. Rus od strony parku puścił za nim seria, chyba z peemu. Upod przy latarni pod naszym domym. Jak my szli spać, jeszcze leżoł, rano już go nie było – wspomina dzisiaj N. Winkler. W czasie ucieczki zginęło też kilku Tatarów Krymskich. Zdawało się jednak, że szczęście sprzyja pozostałym Węgrom, którzy – na widok Sowietów – od razu podnieśli ręce do góry. Trafili na noc do baraku. Dla poddających się najbardziej niebezpieczny jest moment pierwszego kontaktu z wrogiem. Wtedy najłatwiej zarobić kulę od zestresowanych nieprzyjaciół. Wyglądało na to, że skoro chłopcy z Węgier przeżyli pierwsze minuty po poddaniu się, będą żyć. Nadszedł jednak niedzielny poranek 28 stycznia.

    Tupali bosymi stopami

    Ze wspomnień Pawła Pyrskały: „Zjawiła się lawina Rusów od strony Wesołej, plądrowali sklepy, mieszkania, brali, co się im podobało, Węgrów wzięli do niewole, ulokowali ich w jednym baraku na flakowie, ale nie na długo, bo w niedziela przed południem ustawili ich w jednym szeregu na górce, odbierając im rzeczy osobiste, zegarki obrączki i wszystko, co się Rusom spodobało. Kazano zdjąć obuwie, przyprowadzono ich boso do doliny zawianej śniegiem około 200 metrów”. Miejscowi nazywali to miejsce „Dolinka”. Dziś rośnie tam las. Paweł Pyrskała: „Mróz wtedy był ogromny – około 30 stopni, w dolinie ustawiono ich w szeregu, ofiary z zimna tupali bosymi stopami, po chwili męczarni zostali rozstrzelani, nie dane im było wrócić do pięknego, słonecznego, nad Dunajem kraju, gdzie czekały na nich rodziny, matki, żony i dzieci”. – Co innego, gdyby zginęli w czasie krwawego boju albo tuż po nim. To też haniebne i karalne, ale na wojnach się zdarza. Tych Węgrów rozstrzelano jednak dopiero następnego dnia po przejściu frontu. Sowieci zamordowali ich z zimną krwią – zaznacza Michał Luty. Dlaczego Sowieci kazali Węgrom zdjąć buty przed drogą na rozstrzelanie? Najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie jest brutalne: wysokie buty z nieboszczyka ściąga się trudniej, a po ostygnięciu ciała staje się to w ogóle niemożliwe.

    Fanatyczka

    Starsi mieszkańcy Murcek podejrzewali, że za śmierć ich węgierskich przyjaciół odpowiedzialna była kobieta w sowieckim mundurze. Sprawiała wrażenie fanatyczki. Jedna z mieszkanek była świadkiem kłótni, jaka wywiązała się między tą Rosjanką a innymi żołnierzami. – Pokazywali, że mo coś z głowom. Poszli z nią rozstrzelać Węgrów, a po powrocie dalej pokazywali na czoła – mówią opiekunowie grobu w Murckach. Zamarznięte ciała 29 Węgrów leżały w „Dolince” przez dwa miesiące. – Widziołech ich poszczylanych. Szołech kole nich z moim ojcym. Leżeli przysuci śniegiym. Tu tyczała noga, tam rynka – wspomina Jerzy Chmieliński. Dopiero wiosną, gdy ziemia rozmarzła, mieszkańcy Murcek pochowali Węgrów nieco powyżej miejsca kaźni. – Gdy w 1989 r. powstało koło Murcki Związku Górnośląskiego, postanowilimy, jako organizacja, dbać o tyn grób. Ale i przedtym zawsze ktoś go doglądoł, ta starszo generacjo – mówi Eugeniusz Winkler.

    Niemiec śpiewa polski hymn

    – Jedyn mioł do nos pretynsje, że sie opiekujymy „faszystowskimi grobami”. Jo na to: „Panie, pan nie rozumie historii” – wspomina Jerzy Chmieliński. Jan Broda kiwa głową: – Ale jo do tego człowieka ni mom żalu, bo mu to wpoili w szkole. Ślązoki Węgrów rozumiejom, bo ludzie stąd tyż szli do różnych armii wbrew swoij woli – zauważa. Opowiada, że pokręcony los dotykał ludzi w każdej śląskiej rodzinie. – Np. mój ujek Józef Koniarek służył przed wojną w polskiej marynarce, w rodzinie byli powstańcy śląscy. Potem ujka wcielili do nimieckij marynarki. Ale w czasie urlopu ujek z kamratym sie naprali i chodzili w niemieckich mundurach po Berlinie ze śpiewym: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Wysłali go za to do karnej kompanii na Łotwa. W dwa tygodnie z dużej niemieckij jednostki o stanie 2300 ludzi zostało ich 15 – mówi Jan Broda. – Mogiła żołnierska ni mo narodowości – dorzuca Eugeniusz Winkler. – No i kto się mo nią opiekować? No, my! – podkreśla Jan Broda. Ci Ślązacy na śmierć i życie zaprzyjaźnili się z węgierskim posłem do parlamentu Ferencem Schmidtem. To on – jako pierwszy Węgier – płakał nad tą leśną mogiłą. Przyjeżdżał do kościoła w Murckach na coroczne Msze św. za pomordowanych Węgrów, a Ślązacy odwiedzali go na Węgrzech. Ufundował tablicę po węgiersku i polsku, którą jego śląscy przyjaciele zamontowali na grobie. Także na ścianie salki Związku Górnośląskiego w Domu Kultury w Murckach wisi jego podarunek – pudło w kształcie księgi z herbami Polski i Węgier, a w środku dwa wina z winnicy Ferenca i napis w dwóch językach: „Polak, Węgier, dwa bratanki, i do bitki, i do szklanki”. Ferenc Schmidt niedawno zmarł. Ale teraz mogiłę w Murckach odwiedza wielu innych gości z Węgier, w grudniu był tu nowy ambasador. W zeszłym roku w PCK w Warszawie odnalazła się lista z nazwiskami 15 spośród 29 Węgrów spoczywających w Murckach. Lajos Grendel w dniu rozstrzelania miał akurat 32. urodziny. Laszlo Ostroka był zaledwie 24-latkiem... Odnaleziono też depozyty po nich. To kilka dokumentów, list, ceratowa portmonetka z guzikami, dwa notesy, fotografie. I, oczywiście, żadnych zegarków ani innych cennych przedmiotów, bo te ukradli Sowieci. Katowicki IPN poprosił o pomoc w ustaleniu pozostałych nazwisk zamordowanych Prokuraturę Generalną w Budapeszcie. – Węgierskim prokuratorom udało się już ustalić nazwiska kilku osób, które są krewnymi żołnierzy rozstrzelanych w Murckach. Prowadzą dalsze poszukiwania – mówi prokurator Ewa Koj, naczelnik pionu śledczego katowickiego IPN. W kwietniu Urząd Miasta planuje ustawić przy grobie tablicę z nazwiskami zamordowanych Węgrów.  

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: